Wystawa na ekranie

Istnieje pewien rodzaj kulturalnej nerwicy związany z problemem nadmiaru. Idziesz do muzeum, pełne jest wspaniałości, a ty chcesz zobaczyć wszystkie. Co w przeważającej ilości przypadków musi skończyć się fiaskiem. I frustracją. Bo jest to czasowo i fizycznie w zasadzie niemożliwe (tak wiele sztuki, tak mało czasu!). I zadręcza się wtedy człowiek pytaniem, czy aby na pewno dał z siebie wszystko, czy wybrał to, co do zobaczenia najlepsze.

Ale jest na tę kulturalną przypadłość antidotum. Proponuje je cykl Na Żywo w Kinach. Twórcy zjeżdżają świat, utrwalając to, co w ich mniemaniu, a wybory ich trafne, najlepsze. W efekcie tych eskapad my wybieramy się, po prostu, do kina, rozsiadamy w fotelu, a dzieła kultury, wybrane przez ekspertów i ekspertki, przesuwają się nam przed oczami. Opatrzone eksperckim komentarzem, wplecione w spójną narrację.

W ten sposób przemierzyłam choćby rzeczywistość paryskich ulic i światek tancerek francuskiej opery, odmalowane przez Edwarda Degas. I zgromadzone w Fitzwilliam Museum w Cambridge. Twórcy podeszli do tematu w sposób uczciwy, nie uciekając od ciemnych zakamarków żywota malarza.

Plejada malarskich sław rozbudza odbiorczą wyobraźnię – w ten kinematograficzny sposób odmalowano twórczość także Matisse’a, Hockneya, Picassa czy Van Gogha (i to w nieoczywistym, japońskim kontekście). Twórców jest więcej, wszystkich znajdziecie tu – klik. Niestety brak kobiet, mam nadzieję, że to niedopatrzenie do szybkiego nadrobienia (krążą smakowite pogłoski, iż pojawić się ma Frida).

To jest w moim przekonaniu jeden z lepszych owoców, jakie wydało z siebie kinematograficzne medium: możność eksplorowania świata bez wstawania z fotela. Nie zawsze stać nas, by wybrać się na wymarzoną wystawę, tak czasowo, jak finansowo. Tu urozmaicona eskapada śladem sztuki kosztuje tyle, co bilet do kina.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *