Tajemnice Joan

Niewiele jest aktorek wzbudzających emocje tak jednoznacznie pozytywne, jak wzbudza je Judi Dench. Bondowska M, Iris Murdoch czy Królowa Elżbieta z „Zakochanego Szekspira”, przez lata rozważnej aktorskiej kariery, klasą i wyszukaniem zjednała sobie zatrzęsienie kinomańskich serc. Tym razem przyszło jej się zmierzyć z kreacją osoby pogardzanej, wzbudzającej powszechną brytyjską niechęć: szpiega.

Z zarzutem szpiegostwa mierzy się Dench w jednej ze swych najnowszych ról: tytułowej bohaterki „Tajemnicy Joan”. Starsza pani wiodąca spokojny żywot w koronkowym domu, zostaje zeń bez ceregieli zgarnięta przez agentów Security Service, czy też MI5, jednostki odpowiedzialnej za ochronę kraju przed inwigilacją obcych służb, i wzięta w krzyżowy ogień pytań. Z jej obfitującej w retrospekcje (w roli młodej Joan: Sophie Cookson), rwanej emocjami opowieści, wyłania się historia niejednoznaczna, trudna w ocenie, obraz odpowiedzialności za kraj i związanym z nią poczuciem obowiązku rozumianej w sposób specyficzny, uniemożliwiający łatwe oceny. W skrócie: ciekawy.

Joan, kobieta piękna, mądra, wykształcona (Cambridge) i ambitna, kierowana najpierw uczuciem do charyzmatycznego aktywisty komunistycznego, potem zaś odpowiedzialnością za losy tak kraju, jak – dosłownie – świata (kontekst II wojny światowej i bombowego wyścigu zbrojeń), wikłając się w szpiegostwo na rzecz komunistycznej Rosji, w czasach gdy Stalin nie stał się jeszcze historyczną postacią jednoznacznie potępioną. Nie tylko wciągająca, bo niejednoznaczna historia, ale też drobiazgowo wizualnie odtworzone realia historyczne i satysfakcjonujące widza aktorstwo sprawiają, że jest to seans zadowalający, zwłaszcza w czasach, gdy formułowanie sądów dotyczących przeszłych postaw w kontekstach niełatwych przychodzi często nazbyt łatwo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *