Opolski Maraton Teatralny

Do swych wielkich życiowych niedopatrzeń zaliczyć mogę fakt niedotarcia dotąd do opolskiego Teatru im. J. Kochanowskiego. Kres rzeczonego „dotąd” nastąpił szczęśliwie niedawno, z okazji tamtejszego Maratonu Teatralnego.

Pierwsze olśnienie nastąpiło jeszcze przed przekroczeniem teatralnego progu. Bo wrażenie robi ten przybytek Melpomeny już na polu architektonicznym. Nic nie ma wspólnego z kolumnową klasyką. Działający od lat ’70 budynek (sam teatr funkcjonuje od lat ’40), zlokalizowany przy placu, nomen omen, Teatralnym, z zewnątrz modernistycznie surowy, w środku mieści obfitość scen, smaków, designerskich rozwiązań.

Uczestnicząc w niespiecznym maratonie teatralnym wraz z Anną Fit, przemieszczając się między 3 zupełnie różnymi scenami (duża, mała, modelatornia), w ledwie 2 dni dobiegłyśmy usatysfakcjonowane do mety trzech zupełnie różnych spektakli. Były to:  „Mistrz i Małgorzata” (reż. Janusz Opryński), „Wątpliwość” (reż. Norbert Rakowski), „Grotowski non-fiction” (reż. Katarzyna Kalwat). Inscenizacyjne wrażenia urozmaiciła nocna o teatrze rozmowa z reżyserem Januszem Opryńskim i zespołem aktorskim oraz koncert zespołu Blauka. To nieczęsto się zdarza, by statystyki zadowolenia osiągnęły wartość stuprocentową, zdarzyło się tak w tym przypadku. Żaden ze wspomnianych spektakli nie poskutkował nerwowym, podszytym znużeniem, fotelowym wierceniem się.

„Mistrz i Małgorzata”, adaptacja nieortodoksyjna, czarował i oszałamiał sceniczną dynamiką, błyskawicznym ruchem, cyrkowymi podniebnymi (czy raczej w tym przypadku: podsufitnymi) akrobacjami sztukmistrzów (owszem, z Lublina). Nie podpisuję się pod słyszanymi po zarzutami o kicz i nadmiar: nadmiar rozsadzał granice sceny jak powieść Bułhakova ramy opresyjnego systemu, w którym powstała.  Z kolei subtelna, cicha lecz świdrująca, „Wątpliwość”, oparta na toczonej w obrębie skromnej, lecz labiryntowej scenografii, grze niedomówień pozostawiała z poczuciem satysfakcjonującego niedosytu. Aktorski zespół (Judyta Paradzińska, Karolina Kuklińska, Michał Rolnicki, Dorota Chaniecka)  śmiało mógłby stawać w kreacyjne szranki z odwórcami adaptacji filmowej: Meryl Streep, Philipem Seymourem Hoffmanem, Amy Adams i Violą Davis. Natomiast „Grotowski non-fiction” to uczta dla osób rozsmakowanych w artystycznych poczynaniach tytułowego twórcy (na moim kulturoznawczym wydziale był supermanem, żeby nie powiedzieć, w nawiązaniu do jego mistycznych poszukiwań: półbogiem). To spektakl najbardziej pod wieloma względami otwarty: ze względu na swą wielopłaszyznowość (konferencja, rytuał, biesiada), jak i otwarcie na publiczność ( z tym bywa różnie, część widowni trafiła tu chyba nieco przez przypadek, rechotem i niewybrednymi komentarzami kwitując co odważniejsze fragmenty).

Jeden budynek, dwa dni, mnogość wrażeń. Zachęcam do uwzględniania opolskiego teatru na mapie kulturalnych eskapad. Ja, odkąd w końcu dotarlam, planuję wracać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *