To jest napad

„Drogi Banku: obrabujemy Cię punktualnie o godzinie 12. Włóżcie $10.000 pod wycieraczkę” – tak brzmiała notatka, którą otrzymali zdumieni ( i zapewne ubawieni) pracownicy wspomnianej placówki. Napisał ją najmłodszy w historii napadów na pełne pieniędzy placówki złodziejaszek. Lat miał 8. Po łup przyjechał wraz z kolegą niespełna 3 lata starszym. Deskorolką.

Natomiast rabuś nieco starczy, bo 70-letni, napadł na bank w Kansas City, po czym dobrowolnie oddał się w ręce sprawiedliwości. Jak tłumaczył swe, na pierwszy rzut oka, nieracjonalne postępowanie? Otóż nie mógł już znieść nieustannych awantur z żoną. Nieczuły na jego niedolę sędzia ukarał go półrocznym aresztem. Domowym.

Z kolei niespełna 30-letni Albert Bailey zaplanował napad na bank w stanie Connecticut. Nauczony błędami poprzedników uznał, że nie chce skonfrontować się z sytuacją, w której okaże się, że bankowa kasa świeci pustkami. Zgłosił się więc do banku z uprzejmą prośbą o przygotowanie 100 tysięcy dolarów. Uprzedzając, iż niebawem planuje odwiedzić go w celach rabunkowych.

Bardzo smakowite dykteryjki, nieprawdaż? Więcej im podobnych znajdziemy w książce Marka Wałkuskiego „To jest napad! Czyli kawałek nieznanej historii Ameryki”. Autor z reporterską prezycją – jest w końcu wieloletnim korespondentem Polskiego Radia w Waszyntonie – przygląda się motywowi, który tak dobrze znamy z hollywoodzkich produkcji. Wymieńmy chociaż najsłynniejszą parę (w zbrodni i miłości) Bonnie i Clyde’a, rewolerowca Jessego Jamesa czy Johna Dillingera, bohatera bezrobotnego ludu, zwykłego rozdawać łupy.

Od lat na antenie radia opowiadał Wałkuski związane z napadami kapitalne anegdoty podobne tym przytoczonym powyżej. W książce uzupełnia tę narrację o faktograficzne aspekty, takie jak historia dolara i banków, kulisy pracy FBI czy opowieści o sławetnych więzieniach. A zatem barwna opowieść o bankowych napaściach stanowi pretekst do odmalowania wielobarwnego obrazu Stanów.

Książka dostępna jest także w formie audiobooka (znajdziecie go tu – klik!), z godnym autora zaangażowaniem czyta ją sam Marek Wałkuski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *