Polska Opera Królewska

Bywa, że myśląc o Łazienkach, myślimy odruchowo: Pałac na Wodzie, pomnik Chopina, pawie oraz wiewiórki. A czy wiedzieliście, że mieści się tam również rozkosznie czarująca scena-cacuszko, czyli Teatr Królewski? Bywa, że myśląc o operze, myślimy automatycznie: boleśnie długa, nieznośnie pompatyczna, ponad miarę droga. A czy słyszeliście o Polskiej Operze Królewskiej?

Tę krótką notkę o domenie Verdiego, Scarlattiego czy Moniuszki zacznę od wyznania, iż, będąc kompulsywną pochłaniaczką kulturalnych dziedzin takich jak literatura czy kino, do opery musiałam się przekonać. Nie powiem „dorosnąć”, ponieważ nie sądzę, by osoba rozmiłowana – dajmy na to – w serialach, była jakkolwiek mniej dojrzałym odbiorcą kultury niż miłośnik arii.

Podobnie zresztą jak przekonać musiałam się do „Dziadów” – przy pierwszym do nich podejściu zasnęłam w najlepsze. Pochrapując. Niech usprawiedliwi mnie wiek – lat miałam wówczas 6, w połączeniu z reakcją otoczenia: moje cichutkie pochrapywanie określone zostało przez współwidzów mianem reakcji najmożliwiej adekwatnej.

Skrajnie odmienne odbiorcze emocje towarzyszyły mi podczas „Dziadów” oglądanych chwilę temu, z początkiem listopada, czasie na wystawienie tego dramatu przesiąkniętego aurą zaduszną najodpowiedniejszym. Nie tylko zresztą listopad korespondował należycie z – nomen omen – duchem sztuki. Posmaku wyjątkowości dodawała Mickiewiczowskiemu ceremoniałowi pogrążona w jesiennym mroku przestrzeń Łazienek Królewskich. Bowiem licznie przybyła na gusła publiczność zgromadziła się w tamtejszym teatrze.

I to wcale nie w Amfiteatrze (czy też Teatrze na Wyspie) – jak pomyśli pewnie odruchowo niejedna Czytelniczka / Czytelnik, słysząc o scenie łazienkowskiej. Otóż operowy spektakl przygotowany przez Polską Operę Królewską, na bazie twórczości Mickiewicza i Moniuszki, wybrzmiał w pysznych wnętrzach Teatru Królewskiego, na tyłach Starej Oranżerii. Przestrzeń to niewielka, ale urokliwie elegancka, niczym puzderko wykwintnych czekoladek. I znakomicie mieści pełen zespół artystów, kreując przy tym atmosferę przytulnej kameralności.

Sama opera to w tym przypadku najczystszy klasyk. Próżno tu doszukiwać się eksperymentów rodem z, dajmy na to, Trelińskiego. Bo takie też jest twórcze założenie powołanej do życia w sierpniu 2017 roku Polskiej Opery Królewskiej. Jej koronowane logo nawiązuje do czasów Wazów i utworzonej przez nich w roku 1637 pierwszej stałej Opery na Zamku Królewskim. Repertuar zaś zasadza się na dziełach historycznych, tak polskich, jak światowych, od baroku po wczesny romantyzm.

I tak właśnie zaprezentowano „Dziady”, w odczytaniu 1:1. Co przemawia w tym przypadku na korzyść tego artystycznego przedsięwzięcia. Przychodzimy do wnętrz klasycznych, zaserwowana nam zostaje opera w swej klasycznej wersji. To zatem dobra propozycja dla tych, którzy znajdują się ledwie na początku operowej wyprawy bądź wręcz biją z myślami, czy na ścieżkę tej śpiewno-muzycznej przygody w ogóle wkroczyć. Przedstawienie nie zmęczy (trwa komfortową godzinę z haczkiem), nie przytłoczy nadmiarem przepychu i wrażeń. Jak również jest to propozycja dla tych z operą już oswojonych, mających ochotę na wieczór z klasykiem. Dodam, że szczególne wrażenie wywiera partia złego pana, tak na skutek występu, jak scenografii (skromnej, lecz sugestywnej) scena zdaje się płonąć żywym (piekielnym) ogniem.

Zaznaczmy, że opiewane tu wnętrze Teatru Królewskiego, nie jest stałą siedzibą Opery Królewskiej. Opera ta, jak z dumą podkreśla jej dyrektor Ryszard Peryt, jest bytem bezdomnym. Co nastręcza z pewnością licznych trudności organizacyjnych, ale też mobilizuje do kreatywności, mobilności. I tą mobilnością właśnie Opera się odznacza, prezentując repertuar na licznych scenach różnorakich wnętrz. Niedawna światowa premiera „Quem Queritis” rozpromieniła mury Bazyliki św. Krzyża. Ale artystycznego schronienia artystom udziela także Zamek Królewski czy Archikatedra św. Jana Chrzciciela. A „Dziady” zagościły z kolei w wileńskim Kościele św. Katarzyny, realizując założenia programu Opera w Drodze. Kolejne „Dziady” odprawione zostaną już w najbliższą niedzielę w chojnickiej Bazylice. W Warszawie w sobotę z kolei na Zamku Królewskim rozbrzmi „Muzyka Dawna”, w Teatrze Królewskim natomiast, w kolejny piątek: „Le Nozze de Figaro”. To listopad. Repertuar na kolejne miesiące znajdziecie na stronie Opery – o tu, klik! Przekonanych do opery przekonywać nie trzeba (o czym świadczy frekwencja na „Dziadach”), dla (jeszcze) nieprzekonanych to znakomita możliwość, by do opery się przekonać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *