Kamera Akcja

Kamera Akcja, łódzki Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej, moszcząc się wygodnie w kalendarzach osób rozsmakowanych w kinematografii, kolejnymi edycjami buduje pozycję filmowego święta wyczekiwanego i obleganego.

Za rok czeka nas edycja jubileuszowa, bo 10, łatwo więc policzyć, po raz który odbywała się tegoroczna odsłona. Festiwal obserwuję od kilku lat, odkąd to wzięłam w nim udział po raz pierwszy – liczne seanse pochłaniając jeszcze w kinie Cytryna (z tamtej edycji w pamięci utkwiła mi szczególnie „Śpiąca królewna”, która – jak sprawdzam – przez kinowe ekrany przemknęła w roku 2011).

W tym roku projekcje, pokazy, dyskusje, warsztaty, wypełniły mury łódzkiej filmówki. Czy można pomyśleć o przestrzeni, która do tego celu nadawałaby się lepiej? Śmiem twierdzić, że nie sposób. Tym bardziej, że szkoła obchodzi właśnie 7 dekadę istnienia, w związku z czym ze ścian (oraz jubileuszowych plakatów) spoglądają na przybyłych Polański, Wajda, Szumowska, Dylewska – i inne liczne znakomitości hołubione przez 10-tą muzę.

80 filmowych obrazów podzielono pomiędzy 4 kina. W tym słynną salę kinowej im Antoniego Bohdziewicza, czyli Kino Szkoły Filmowej. A także urokliwą salkę Muzeum Kinematografii (tu kręcono „Ziemię Obiecaną”), do którego udało mi się podskoczyć pomiędzy seansami – jedna z licznych przyczyn, dla których  tegoroczna lokalizacja ma wiele sensu. Inne to choćby możność chapsnięcia przekąski w filmówkowym barku oraz porozkoszowania się kawką – i okołofestiwalowymi dyskusjami – w okolicznej Tubajce (w parku Źródliska, obok palmiarni).

Repertuar był tak bogaty, że bez zdolności bilokacji wszystkiego doświadczyć nie sposób. Ja w ciągu ledwie dwóch dniu obejrzałam (i wysłuchałam):

„Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” (projekcja połączona z wykładem Julii Kosmynki poświęconym kwestii kostiumu) / dyskusja: „Kinofilia po końcu kina” (kobiecy skład ekspercki: Paulina Kwiatkowska, Patrycja Mucha, Grażyna Torbicka) / „Love Express. Zniknięcie Waleriana Borowczyka (w połączeniu z rozmową Marcina Radomskiego z Kubą Mikurdą)  / „Climax” – to raptem dzień pierwszy.

A przed złapaniem autobusu powrotnego załapałam się jeszcze na „Sofię” oraz etiudy Pawła Edelmana w połączeniu z rozmową wspomnianego już Marcina Radomskiego z reżyserem. Gdybym koniecznie musiała wskazać, które ze wspomnianych filmów rekomenduję szczególnie, zachęcałabym Was ażeby nie przegapiać „Jak rozmawiać…” oraz „Sofii” (a obawiam się, że tę przegapić będzie łatwo). Sama planuję obejrzeć znów „Climax” – tyle tam się dzieje, że jeden seans to za mało (o ile po pierwszym cię nie odrzuci).  Co istotne, jednym z wydarzeń inaugurujących Festiwal była dyskusja poświęcona zagadnieniu przemocy w kinie (z udziałem Grety Gober, Natalii Grzegorzek i Agnieszki Holland).

Karnety na te liczne dobra kosztują ledwie 50 złotych (przy czym osoby studiujące na kierunkach filmowych lub filmoznawczych płacą ledwie połowę, bardzo ze strony organizatorów ładnie). W tym roku rozeszły się jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu. I nie sądzę, by ktokolwiek żałował tej inwestycji w filmowe obycie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *