Kino Helios

Czuć w tym kinie kinofilską pasję. Czuć też rzecz jasna popcorn, nie należy się oszukiwać, sprzedaż skaczącej kukurydzy oraz napojów bąbelkowych stanowi obecnie sine qua non przetrwania kin. Lecz tym, którym przetrwać się nie udało, kino to oddaje zasłużony hołd. Sale odziedziczyły nazwy, i neony, po „najlepszych tych małych kinach” (za Gałczyńskim): Palladium, Relaksie, Skarpie czy Moskwie. A korytarze wiodące poprzez półmrok do filmowych sal wytapetowano kinowymi retro-fotkami. Dzięki temu, choć zlokalizowany w centrum handlowym (inaczej z przyczyn finansowo-instrastrukturalnych dziś się już po prostu nie da) Blue City, otwierający nowiutkie podwoje w dzień świętego Walentego Helios, zdołał, przy całej multipleksowości, wytworzyć urokliwie sentymentalny klimat minionej kinowej przytulności.

Choć może i próżno tu szukać „krzeseł rozściełanych pluszem czerwonym jak serce”. Są za to rozkładane na skutek operowania guzikiem fotele „Dream” wyposażone w podnóżek (w 3 z 8 sal, z tych wygód korzystać można na skutek dopłacenia raptem 7 złotych do biletów w cenie standardowej). Jest też niekwestionowanie wysoka jakość dźwięku (Dolby Atmos) i obrazu (technologia laserowa Christie RealLaser™) – nie będę się tu wdawała w szczegóły, bo ani się na tym nie znam, ani nie uważam tego za nadzwyczaj ciekawe. Liczą się dla mnie efekty zastosowanych technologii, a tych doświadczyłam na własnych zmysłach – satysfakcjonują.

Zanim jednak rozsiądziemy się w tych fotelach rodem z sennego marzenia, a po drodze: przeniesiemy w czasie do epoki nieistniejących już świątynek X muzy, zafunduje nam Helios także eskapadę przestrzenną: do Nowego Jorku (ah!). Mieszczący kasy i bar (oraz kawiarnię z twarzą Marylin Monroe), jak również latarnię żywcem wyjętą z „Deszczowej piosenki”, hol utrzymano bowiem w klimacie tej mekki artystów, aktorów, scenarzystów, miasta opiewanego kinematograficznie na nieskończoną ilość sposobów.

Na co, podczas konferencji prasowej, zwrócił przybyłym uwagę Tomasz Raczek – twarz heliosowego cyklu „Kino Konesera”. Jest to jeden z planowanych tu kinofilskich projektów. Będzie też tzw. „Kino kobiet”, maratony filmowe, „Kultura dostępna”, pokazy polskich filmów z angielskimi napisami i – uwaga: Superwtorki z biletami za 14,5. Co szczególnie zapadło mi w pamięć, będzie też transmitowany na żywo monodram Krystyny Jandy.
Podczas spotkania przedpremierowego padło stwierdzenie, iż twórcy tego kina wychowywali się na salach kin tradycyjnych, sami wywodzą się z klimatu małych kin. Jak również charakterystykę miejsca zamknięto w trzech 3: Kino Koneserów Komfortu. Nie jest to opis na wyrost.

Rozpoczełam tę notkę tropem zapachowym, tropem zapachowym zakończę. Oprócz zapachów wspomnianych, unosi się tu woń ulotna i niepowtarzalna: zapach świeżootwartego kina. Jeśli pragniecie się nawdychać, nim się ulotni, otwarcie: 14.02.

Pod rękę z przedpremierą kina, szła przedpremiera książki „Historia warszawskich kin”, polecam kinofilskiej uwadze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *