Żyrardów

Wybierając się na jednodniowy wypad do Żyrardowa słyszałam, że nic w tym mieście nie ma. Mówić, że nic, to gruba przesada.

Jest fantastyczna architektura pofabryczna (szukając skojarzeń: mix Łodzi z Nikiszowcem), jest Muzeum Lniarstwa z halami, alpakami i wielbłądem (znani Żyrardowianinom [czy to słuszna odmiana??] i Żyrardowiankom jako zapaleni spacerowicze), przyfabryczny Browar (BeerBros) z piwkami mango i ayahuasca, park Dittricha z rzeczką Pisią Gągoliną, przecudna kawiarnia Telegraf bistro, biblioteka fabryczna, zatrzęsienie lodziarni i lumpeksów.

Nie ma za to zanadto opcji kulinarnych, przyjechałam na głodniaka licząc na lokalne śniadanie, ucieszył mnie więc widok przydworcowej knajpy. Lecz okazało się, że w ofercie widnieje jedynie alko. Ale nic straconego, jedna z bywalczyń spytała mnie, czy mam na imię Ania, bo wyglądam na Anię i potoczyła się rozmowa, a jakaż jest lepsza metoda poznania miejscowości niż poprzez poznawanie miejscowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *