Doda studio Lutosławskiego

„Jestem diwą” – takimi słowami zwróciła się Dorota Rabczewska do zgromadzonej w studio im. Lutosławskiego publiczności. Publiczności przybyłej na jej kameralny koncert będący celebracją okazji dwojakiej: urodzin oraz premiery płyty „Dorota”. Stwierdzenie o Diwie padło nie w tonie buńczucznym, lecz uprzejmego usprawiedliwienia: piosenkarka wyjaśniła, że choć może sprawiać wrażenie osoby żującej w tamtej chwili gumę, to w istocie nawilża struny głosowe.

A wyglądała przy tym niczym Rita Hayworth. Mowa o stroju, charyzmie, aurze. I całą sobą zaświadczała o tym, że zerwanie z wizerunkiem barowej celebrytki, bohaterki i autorki podszytych żenadą skandali, jest możliwe. Doda, w asyście orkiestry symfonicznej, wykonała, oprócz swych utworów premierowych, takie kamienie milowe polskiej muzycznego traktu, jak „Niech żyje bal” czy „Krakowski spleen”. Z sukcesem i rozmachem.

Nadszedł czas, by zapomnieć o Dodzie w odsłonie festyniarskiej – nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas patrzył na swoje zdjęcia sprzed dekady kipiąc entuzjazmem. Płyta Rabczewskiej jest obecnie najlepiej sprzedającą się polskim krążkiem. Nadchodzi Doda Diwa!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *