Frida Kahlo & Diego Rivera. Polish Context //  Self Portrait as Tehuana od Riego in My Thughts // Frida Kahlo admiring her rings // Frida meets Zofia // Frida Kahlo and Aurora Reyes // Self Portraif with Monkeys // Frida at the Castle

Do Polski z niemal czteromiesięczną wizytą (28.09.2017-21.01.2018) zawitała meksykańska królowa. Gościnę znalazła w murach poznańskiego Zamku.

Bo to tu oglądać można wystawę prac wspomnianej królowej meksykańskiego malarstwa (choć na to określenie nie zareagowałaby raczej entuzjazmem, biorąc pod uwagę jej lewicowe zapatrywania): Fridy Kahlo. Oraz jej partnera Diego Rivery. Jak również twórczości im poświęconej.

O Fridzie śmiało mówić można, że inspiruje. Choć słowo to ostatnimi czasy eksploatowane jest na wszelkie możliwe sposoby i nadużywane w kontekstach zupełnie nieuprawnionych, w tym przypadku jego użycie wydaje się mieć pełnię uzasadnienia. Wszak sam wizerunek charyzmatycznej malarki o krzaczastych brwiach i noszonym z dumą wąsiku, na dobre przeniknął do masowej wyobraźni, odmieniany przesz wszystkie przypadki popkultury: od kubków, notesów, przez koszulki, bo Halloweenowe przebrania. Nic dziwnego zatem, że poznańska ekspozycja przyciąga tłumy z Polski i okolic. Mieszkańcy Warszawy mogą zaostrzyć kulturalny apetyt odwiedzając niewielką wystawę zdjęć zaaranżowaną w przestrzeni biblioteki przy Koszykowej (poświęconą intensywnej relacji łączącej Fridę i Diego). Warto tę fotograficzną ekspozycję potraktować właśnie jako przedsmak tego, co czeka nas w Poznaniu, bo czeka niemało.

 

 

Są sale prezentujące twórczość obojga, w tym obrazy emblematyczne, takie jak „Autoportret jako Tehuanka lub Diego w moich myślach” czy „Autoportret z małpami”. I niemałe to w sumie przeżycie spędzić chwilę w towarzystwie przedmiotów stworzonych przez legendarne, upierścienione dłonie. Są też zdjęcia prezentujące Fridę emanującą dumną, zdobną w suknie, kwiaty i charyzmę kobiecością, – mimo nękających ją przecież chorób i bólu (Frida w Nowym Jorku; Frida Kahlo i Aurora Reyes, porównujące naszyjniki; Frida Kahlo podziwiająca swoje pierścionki). Jest siostrzeństwo i silna kobieca przyjaźń: Frida w otoczeniu bliskich jej kobiet, ale i nierzadkie momenty cierpienia, także u Diega po śmierci partnerki – te ostatnie uchwycone w całej swe intymności przez zaprzyjaźnioną z obojgiem Bernice Kolko (jej zdjęciom poświęcona oddzielną salę).

Zgodnie z obietnicą zawartą w tytule ekspozycji napotkamy także akcenty polskie: jedna z sal nawiązuje do Wystawy Sztuki Meksykańskiej prezentowanej w 1955 roku w warszawskiej Zachęcie, później zaś Krakowie i Wrocławiu. Ze stołeczną wystawą wiąże się zresztą zagadka po dziś dzień nierozwikłana: eksponowany tam obraz Fridy, największy przez nią namalowany, czyli surrealistyczny „Zraniony stół” zaginął. Przez lata wisiał w domu artystki w Coyoacan. Po raz ostatni widziany go właśnie w Warszawie. Ponieważ wieść niesie, że wrócił do Moskwy, to w Rosji po dziś dzień poszukują go eksperci. Frida sportretowała na nim siebie dwukrotnie: jako siedzącą przy stole Tehuankę, ale i sam tytułowy mebel wznosi się na jej nogach, znękanych, skrwawionych, odartych ze skóry. A jeśli ktoś ma jakiekolwiek informacje na temat dalszych losów posępnego dzieła, może podzielić się nimi wrzucając karteczkę do zlokalizowanej w sąsiedztwie reprodukcji (odtworzonej na postawie katalogu z 1955 roku) obrazu skrzynki.

Planując wyprawę do Poznania pamiętajcie o tym, by zerknąć w kalendarz wydarzeń towarzyszących – jest w czym przebierać.

Natomiast zastanawiając się nad tym gdzie przy okazji 1) zjeść 2) wypić kawę, weźcie pod uwagę: 1) Zuppi – smakowite, sycące – kto by pomyślał – zupy, w tym korespondująca z tematem przewodnim wyprawy, bo meksykańska [św. Marcin 63] 2) Weranda Caffe [Świętosławska 10, przy samym rynku, w hotelu tuż obok spędziłam noc, jednak polecanie 8-oobowego pokoju byłoby z mojej strony złośliwością ponad miarę], jedno z niewielu miejsc w tym kraju, gdzie doświadczycie obecnie złotej polskiej jesieni (wystrój!) oraz Taczaka 20 – lokalizacja jak sama nazwa wskazuje. Sprawdzone, zaaprobowane. Natomiast w międzyczasie czas umilić sobie można przechadzką po gąszczu poznańskiej (największej w Polsce) palmiarni [Matejki 18], z tym że raczej nie w weekend, no chyba że ubóstwia się tłumy.

PS. Za kawiarnianie polecajki podziękowania należą się Justynie i Aleksandrze, które podzieliły się nimi na Kulturalnym profilu facebookowym pod moim apelem o rekomendacje – dzięki Dziewczyny!:)

PS.2. Odnośnie foty Fridy z Zofią – Zofia rzecz jasna od Dead Can Talk.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *