Królikarnia: wystawa Relacja Warszawa - Zakopane

Proponowany punkt startowy mokotowskiej eskapady to wycieczka w artystyczne rejony Zakopanego. Zakopiański krajobraz kulturalny rozciąga się tuż za bramą Królikarni. Dlaczego warto odwiedzić wystawę „Relacja Warszawa – Zakopane”? Ot wymieńmy choćby kilka powodów: malowidła zasłużenie popularnej ostatnio Zofii Stryjeńskiej  (a na nich – wyobraźcie sobie – selfie) czy „symbol artystycznego fermentu”:  Witkacy, jako hermafrodyta. W ich otoczeniu zaś: młoda Maryla Rodowicz. A wśród tych znakomitości snuje się duch Ireny Krzywickiej. Mój osobisty faworyt spośród opisanych zjawisk: kuracja na modłę zakopiańską, czyli obowiązkowe werandowanie. W podobny sposób dbam o zdrowie (traktując sprawę poważnie i uskuteczniając nie tylko weranding, ale i leżaking, foteling, szezlonging, etc. etc.)

Królikarnia: wystawa Relacja Warszawa – Zakopane

 

Zwiedziwszy Zakopane w wersji królikarnianej, zupełnym przypadkiem natknęłam się na Muzeum Władysława Broniewskiego (ul. Jarosława Dąbrowskiego 51). Otworzył mi  (bo trzeba dzwonić) niezmiernie uprzejmy pan, przepraszając za nieobecność pani dyrektor, która zwykle oprowadza przybyłych. Opowiedział mi co nieco o willi otrzymanej przez Broniewskiego w prezencie od państwa na 25-lecie twórczości. Na koniec zaś wyprawy po domowych pieleszach (gabinet, sypialnie, książki, pamiątki) posadził na krześle z widokiem na ogród (gdzie spoczywa pies), w którym to miejscu siadywał Broniewski, by rejestrować swe utwory. Po czym rozbrzmiał efekt tych recytatorskich utrwaleń: gromki głos poety.

„Nie głaskało mnie życie po głowie,
nie pijałem ptasiego mleka –
no i dobrze, no i na zdrowie:
tak wyrasta się na człowieka…”

Etc. Wrażenie niezatarte, sprawdźcie sami.

Królikarnia: wystawa Relacja Warszawa – Zakopane

 

Po dwój opcjach kulturalnych, dla równowagi dopieszczenia ducha i ciała, czas na dwa warianty kulinarne. W poszukiwaniu remedium na skwar oraz niezbadanych dotąd terenów lodowych dotarłam do Cukierni Kryś (ul. Dąbrowskiego 71). Lemoniada okropnie kwaśna i pyszna, podobnie pyszna zresztą jak lody, których smak – a do wybory jest ich mało, no i dobrze, bo przyszło nam żyć w czasach, w których rozmaitość wariantów smakowych potrafi przytłoczyć – w klasycznym zestawieniu czekoladowe/śmietankowe/truskawkowe przywołał wspomnienie dziecięctwa. Jak się okazuje zupełnie słusznie, bo Kryś ma filię, przy skrzyżowaniu Al. Lotników z Puławską, odwiedzaną przeze mnie jeszcze w zamierzchłych czasach wzorowych cenzurek nagradzanych co najmniej trzema kulkami.

Żywię przekonanie, że lody są w stanie zastąpić każdy posiłek, ale gdyby naszła Was chętka na obiad, zjeść go można ze smakiem (chłodnik i pierogi ze szpinakiem – pycha!) i roztropnością ekonomiczną, w Mokotowskim Barze Mlecznym (ul. Puławska 63). Zerkając na spozierających na nas ze ścian pana Anatola, „Gangsterów i Filantropów” czy Tadka Niejadka. Tym samym filmowa inspiracja na wieczór zapewniona, a kulturalne koło zatoczone:)

Cukiernia Kryś / Bar Mleczny Mokotowski / Muzeum Władysława Broniewskiego

 

Muzeum Władysława Broniewskiego

PS. Witkacego odwiedzałam w Witkacym od Dead Can Talk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *