cascais

Temat przewodni: Plażing

Jeśli kiedykolwiek, nie mogąc spać ze względu na dojmujący hałas i światło, wpadlibyście na pomysł posłużenia się wacikiem kosmetycznym jako zatyczką do uszu oraz czarnym sportowym biustonoszem jako opaską na oczy to oszczędzę Wam trudu i zawodu. Sprawdzone – nie pomaga.

Opowiadałam już o perypetiach związanych z niemożnością zaśnięcia związanych z lizbońskimi hałasami i niewygodami (o tu: http://kulturalnie.com.pl/?p=1884). Zmiana pokoju nie wykluczyła problemu. Otóż moje bieżące lokum sąsiaduje (bardzo, bardzo blisko) z umywalnią. Aż do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, z jak oszałamiającą intensywnością korzystają ludzie z umywalek. Najchętniej w nietypowych porach, czy to o 3 czy to o 5 nad ranem. Kara sennej deprywacji dla łotra, który projektując mój pokój wstawił pod sufitem 5 obszernych szyb. Każde zapalenie światła w umywalni rozświetla mój pokój niczym promienie słoneczne w samo południe. Każde natomiast użycie kranu po tej – mojej – stronie ściany brzmi jak kakofonia eksplozji. Cóż, odłóżmy na bok te bezsenne niedogodności, jakoś będę musiała nauczyć się z nimi przez miesiąc żyć. Przejdźmy do konkretów.

Dwa pierwsze portugalskie dni, uwzględniając niewyspanie, zmęczenie i deficyt witaminy D, postanowiliśmy spędzić na plaży – choć do entuzjastów plażowania nie należę, gdyż po stokroć wolę aktywny wypoczynek (poprzez aktywny rozumiem: upływający w rytmie kroku spacerowego, nie szalejmy).

Pierwszego zatem dnia udaliśmy się do Carcavelos. Jak dostać się do plaży w Carcavelos? Otóż najlepiej pociągiem z Cais do Sodre, umiejscowionego niemal w centrum miasta, nad rzeką Tag, dworca. Bilety kupić możemy w kasie (tu wąż kolejki ciągnie się dziesiątkami metrów), jak również w automacie – tę opcje zdecydowanie polecam. I najlepiej od razu szarpnąć się na zapping, czyli zaprogramować biletową kartę na większą ilość przejazdów. Dlaczego? Po pierwsze wiąże się to z niewielką, ale jednak zniżką. Po drugie: pierwszego dnia proces zajął nam 5 minut, drugiego – z zegarkiem w ręku, a raczej z ogromem zirytowanych spojrzeń ciskanych na dworcowy zegar – 50 minut. Najbardziej żal mi było tych, którzy odstawszy swoje w ogonku (haha, dobre sobie, raczej potężnym ogonie) orientowali się, iż maszyna pogardza banknotami. Ogólnie rzecz: biorąc zdarza jej się czasem łypać na nie przychylnym okiem, przeważnie jednak nabywcy nadużywają jej uprzejmości w tej materii.

Pociągi w sezonie kursują średnio co 20 minut, podróż zabiera analogiczną ilość czasu i sama w sobie, ze względu na oszałamiające widoki, jest przyjemnością. W godzinach słonecznego szczytu plaża Carcavelos jest materializacją koszmaru mizogina. Warto zaznaczyć też, że jest to jedna z ulubionych plaż amatorów surfingu. Docierając tam w godzinach popołudniowych liczyłam na możność skrycia się w cieniu, zwłaszcza że opiaszczona przestrzeń okolona jest murem. Nic z tego. Zaznaczę, że należę do osób ulegającym poparzeniom przed upływem kwadransa kąpieli słonecznej, a do moich głównych wakacyjnych akcesoriów należą kapelusz z szerokim rondem, parasol (ah ileż się nasłuchałam na tę okoliczność ulicznych żarcików) oraz krem 50+, a mój sposób poruszania się polega na przeskakiwaniu z cienia w cień. No więc ni skrawka cienia nie było. Oprócz jednego – pod schodami.  Kiedy więc mój przyjaciel podróży, słoneczny maniak rozkoszował się skwierczącymi na ciałku promieniami, ja klęłam na sypiących mi w oczy piach ludzi. Najpiaszczej pod schodami. A już najbardziej humor poprawiła mi pani, która rzeczone schody przyszła zmieść. No piaskowy ubaw na całego.

Kolejny plażowy dzień i kolejna podróżnicza rada to Cascais. Droga do Cascais jest analogiczna, jedynie o jakiś kwadrans dłuższa – nie sposób przegapić, bo to ostatnia stacja. Gdybym miała zwizualizować sobie raj, najprawdopodobniej przyjąłby on kształt tej właśnie mieściny. Jest to chyba jedyny znany mi kurort stricte turystyczny, którego merkantylność nie jest napastliwa, nieznośna i irytująca, takie z tego miasta cacuszko.

Blisko samego dworca natraficie na pierwszą plażę, najłatwiejszą do odnalezienia, ergo: najgęściej zaludnioną.

Cascais / plaża 2

W okolicach centrum znajduje się plaża druga, nie mniej uczęszczana. Dlatego od razu udaliśmy się na plażę nr 3: jest jak wyjęta z wakacyjnego folderu biura podróży, a jednocześnie subtelna, czarowna, miejscami ocieniona. Pobrodzić można wśród skał z widokiem na latarnię świętej Marty. Przejść do sąsiedniego parku, z wolnochodzącymi pawiami, kurami i kogutami. Zwiedzić usytuowany tam zameczek. Wreszcie – last but not least: skorzystać z bezpłatnej i czystej toalety! Nie wiem, skąd rozpowszechnione w Polsce przekonanie, że ludzkość nie potrzebuje toalet. A po tym wszystkim wypożyczyć jeszcze darmowy rower miejski i udać na przejażdżkę nad klify. Oraz skosztować kawy: espresso w filiżance, lód i cytryna w szklance – zmieszać, wypić, wbrew pozorom pyszne. No czego chcieć więcej?

Na zakończenie podkreślę kwestię prozaiczną, acz istotą w kontekście zakupów. Otóż któryś raz już zdarzyło mi się, iż cena na paragonie nie zgadzała się z faktyczną. Zwykle rzecz dotyczy produktów ważonych (owoce, warzywa) oraz pieczywa. Tym razem, za bułki warte 6 centów sztuka, zapłaciłam ponad 5 euro (nie, nie nabyłam kilkudziesięciu a sześć). Zorientowałam się w domu i uznałam, że sprawy tak nie zostawię, zwłaszcza że funkcjonuję tu na pełnej biedzie, a wymieniona kwota to niewiele mniej niż założony przeze mnie (umówmy się, teoretyczny) limit dziennych wydatków. Bez problemu uzyskałam zwrot nadpłaconej mamony. Być może rzecz była efektem pomyłki, zmęczenia obsługi sklepu. W każdym razie: sprawdzajcie paragony. Do następnego!

Carcavelos w trakcie….
… i po godzinach plażowego szczytu. Co kto lubi.
Cascais / plaża 1

Cascais
Cascais
Latarnia św. Marty, Cascais
Cascais
Cascais / plaża 3
W Polsce zbiera się bursztynki, w Portugalii kafelki, a wiatr otworzył gazetę na tej stronie sam z siebie
Park w Cascais

 

Carcavelos

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *