igrz

Zacznę od przyznania się do błędu polegającego na klasycznym ocenianiu książki po okładce. Pierwsze części „Igrzysk Śmierci” całkowicie zignorowałam wychodząc z założenia, że to bełkot z gatunku „Zmierzchu” i jemu podobnych serii dla nastolatków. Błędnie i niesłusznie!

Zaproszenie na premierę ostatniej filmowej części cyklu zmotywowało mnie do zaznajomienia się z tym – bądź co bądź – fenomenem. Mając tylko kilka dni do projekcji uznałam, że najlepszą metodą zapoznania się ze światem igrzysk będzie nie seans dotychczasowych części, a ich lektura: wszak czytać można zawsze i wszędzie, w autobusie, sklepowej kolejce, etc. etc. Wzięłam się zatem za czytanie – i wsiąkłam. Co prawda razić może nieco prosty, miejscami infantylny i nie stawiający najmniejszego oporu język, ale sam zamysł fabularny jest świetny. Ci którzy czytali, wiedzą, ci którzy – jeszcze nie – niech nadrobią tę zaległość, serio! To nie jest pierwsza lepsza naiwna powiastka dla rozemocjonowanych nastolatków czy pensjonarek. Autorka nie oszczędza tak czytelników, jak bohaterów, stawiając ich przed skomplikowanymi moralnymi zagwozdkami, bezpardonowo zderzając z okrucieństwem walki o przetrwanie. Roi się tu od konfliktów tragicznych, a dostępne recepty i rozstrzygnięcia zdają się jedne gorsze od drugich – próżno szukać tu lukru.

Jeżeli chodzi o konstrukcję świata, to autorka, Suzanne Collins, sięga do najlepszych tradycji antyutopii wytyczanych przez Orwella czy Huxleya. Siła powieści tkwi też w jej uniwersalności: aż skrzy się od odniesień historycznych, losy mieszkańców dystryktów można również zestawiać z realiami ludzi dzisiejszych, doszukując się analogii.

Ogromny atut powieści to główna bohaterka: Katnis Everdeen. Obserwujemy jej przemianę ze skupionej na sobie i najbliższej rodzinie zwykłej dziewczyny w porywającą tłumy przywódczynię – do końca Katnis targana jest wątpliwościami, wielokrotnie musi podejmować decyzje sprzeczne z własnym komfortem a jedyne czego tak naprawdę skrycie pragnie, to nieosiągalny święty spokój. Świetnie, że Collins postanowiła, iż osobą napędzającą rozwój fabuły, wojowniczą i zadziorną, niepokorną i asertywną uczyni nie, jak przeważnie zwykło się w takich sytuacjach czynić, chłopaka, a dziewczynę. Tym samym wykreowała jedną z jaskrawszych kobiecych postaci popkultury.

Zapoznawszy się z książkowym oryginałem warto sięgnąć po filmową adaptację, żeby wykrzykiwać co chwila „Tak właśnie to sobie wyobrażałam!” – albo też zupełnie na odwrót. Jennifer Lawrence, „dziewczyna z sąsiedztwa” i ulubienica Ameryka początkowo może irytować i razić, ewidentnie rozwija się jednak na naszych oczach wraz z rozwojem kolejnych części, staje coraz bardziej przekonująca i wiarygodna. Emocjonujące jest obserwowanie wyszukanych pomysłów Collins na igrzyskowe pułapki i trudności – zmaterializowanych i przeniesionych na duży ekran. Bo igrzyska to prawdziwa wizualna uczta, kipiąca akcją rozrywka na wysokim poziomie. W tym przypadku, co przecież nie zawsze jest oczywiste, należy sięgnąć zarówno po książkę, jak i po film – dopełniają się wyśmienicie.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *